niedziela, 6 stycznia 2013

Nieśmiertelność.

Nieśmiertelność, będąca przedłużeniem w nieskończoność życia doczesnego, jawi się jako marzenie o zwycięstwie nad śmiercią. Czas, jaki nam wyznaczono - jest znikomy. Najwyżej sto lat z przecinkiem i po balu, odchodzimy w nieodgadnioną krainę wiecznego snu. Nieśmiertelność nie budzi naszych wątpliwości w wymiarze eschatologicznym. Ogromna większość systemów religijnych opiera się na wierze w życie wieczne. Jest to nieśmiertelność ulokowana w zaświatach, różnie portretowanych (wyobraźnia ludzka na temat pośmiertnych krain jest przebogata). Algorytm jest jeden: aby przejść do stanu wiecznej egzystencji, należy umrzeć, przekraczając symboliczną bramę, a to wiąże się ze zmianą wymiaru istnienia człowieka. Zostawiamy skorupę ciała i - najczęściej - jako wolna dusza udajemy się na spotkanie z wiecznością. Ten schemat wpisuje się w każdą koncepcję świata otoczonego rzeczywistością transcendentną. Co jednak wówczas, gdy spróbujemy wprowadzić nieśmiertelność w świat immanentny? Coś zaczyna zgrzytać. Obdarzenie człowieka z krwi i kości nieskończonym istnieniem musi drastycznie zmienić jego psychikę. Czy możliwa jest społeczność nieśmiertelnych? A jeśli tak - to jakby wyglądała, jakie stosunki, więzi i zależności wytworzyłyby się wśród tej hipotecznej grupy? Doczesne przedłużanie życia możliwe jest tylko pośrednio: przez przekazanie genów, pamięć przyszłych pokoleń lub pozostawienie dzieł sławiących imię twórcy. Czy zatem byłaby to kasta wszechmocnych arystokratów, czy może raczej społeczność przeklętych wykolejeńców? Osobiście skłaniam się ku drugiej koncepcji. Nieskończone życie nie byłoby darem, lecz zbioroym przekleństwem ...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz